wtorek, 18 lutego 2014

Szybki lód,czajnik i miotła - czyli o powstaniu wyjątkowego sportu

sochi
Sochi
SOCHI

Choć lodowce pękają, śnieg topnieje, a temperatury rosną (nie tylko w wyniku niedawno obchodzonych walentynek), igrzyska olimpijskie w pełni.

Igrzyska Olimpijskie
A gdzie? A tutaj.

Pasjonatem sportu (jeszcze) nie zostałam, ale ślepą ignorancją świecić nie chcę, dlatego regularnie zaglądam do tabeli wyników, coby utrzymać się na poziomie podczas towarzyskich rozmów. Dzisiaj jednak postanowiłam nieco zgłębić arcyciekawą dziedzinę sportu jaką jest curling. Sprawdźmy najpierw, co na ten temat sądzi wikipedia.

Kanada


No niesamowite. Czajnik? Szachy? Sport precyzyjny? Opis skojarzył mi się z równie dziwaczna dyscypliną sportu- połączeniu boksu z szachami, kiedy to zawodnicy na przemian okładają się pięściami na ringu, by potem jak gdyby nic zasiąść do partyjki i poprzesuwać zbroczone krwią gońce po planszy. Wszystko w myśl zasady "walki toczą się na ringu, wojny toczą się na planszy". Wyobraźcie sobie, co stało się z moją wyobraźnią, kiedy próbowałam przywołać obraz czajnika na jakiejś wielkiej planszy do gry. Siłą woli nie dorzucając do tego bokserów. Po tym wszystkim w znaczenie słów petanque czy bocce nie chciałam się nawet zagłębiać.

Niemniej jednak raz rozbudzona ciekawość wzięła górę. Czterech zawodników, prostokątna tafla lodu. Sounds like fun. Grę wymyślili Szkoci. Ho ho ho! Do gry używa się szczotek. LOL. To pograne. Szczotki? Myślałam że kompleks męskości szkockiej zatrzymał się na noszeniu spódnic (!) W żadnym wypadku. Szczotki służą do zamiatania lodu przed czajnikiem, dzięki czemu sunie on szybciej i prostuje swój tor. Szczotki początkowo były wykonywane z kukurydzy, przez co niewiele różniły się od tych, wykorzystywanych do sprzątania. Strasznie śmiesznie musiało to wyglądać. Dodajmy do tego jeszcze zwykłe kamienie wyławiane z rzeki i paru zawadiacko ubranych szkockich mężczyzn rzucających do siebie sloganami typu: ej ten lód coś dzisiaj wolny*!

*Wolny i szybki lód- kolejna perełka. Chodzi oczywiście o prędkość przesuwania się po nim czajnika. Tuż przed grą lód obowiązkowo skrapiany jest wodą, która po zamarznięciu tworzy na jego powierzchni kropelki. Powierzchnia lodu musi być bajecznie płaska, bo każda górka zmienia tor sunięcia kamienia. Musi być naprawdę gładko. Ooooo tak:





Tutaj maleńka uwaga no1: nie róbcie tego w domu
Maleńka uwaga no2:  Tak nie wygląda prawdziwy curling. Może szkoda. 

Prawdziwy materiał dotyczący zasad curlingu znajduje się w linku i nagraniu poniżej.




Podobno nazwa sportu pochodzi od szkockiego słówka "curr" czyli ryczeć. Podobno chodzi o odgłos, jaki wydaje sunący po lodzie czajnik. Podobno. 




Jeśli oglądacie tegoroczna olimpiadę, w oczy musiało się rzucić specyficzne zachowanie zawodników. Dobry mecz kolego! Udanej gry! Rzadko kiedy tyle uprzejmości pada na jakimkolwiek boisku. I nie mówię tu tylko o powstrzymywaniu się od okrzyków radości w przypadku popełnienia błędu przez przeciwnika. O nie. Gracze posuwają się nawet do wytykania błędów sobie i swojej drużynie.

(Przytoczona rozmowa jest fikcyjna, ale mogła zdarzyć się naprawdę. Powiedzmy gdzieś w środku zasypanej śniegiem Manitioby.)

-Na pewno popełniłem błąd
-Nie nie nie, to moja drużyna popełniła błąd
-Tak nie może być kolego, punkt dla Was
- Przyjacielu, to niesprawiedliwe, zatrzymajcie punkt dla siebie.

Po przegranym meczu to zwycięska drużyna stawia piwo przegranym, nigdy odwrotnie.

Na kilometr czuć, że Kanadyjczycy maczali w tym palce. To tak bardzo w ich stylu. Curling cieszy się tam największą popularnością, został nawet uznany za oficjalny sport prowincji Saskatchewan. Prężnie działała Montreal Curling Club, a co roku rozgrywane są zawody damskie Scott Tournament of Hearts i męskie- Brier. Na Igrzyska Olimpijskie curling został przywrócony w 1998r., po 74 latach nieobecności. Trzyma się mocno, biorąc pod uwagę, że z powodu złych warunków atmosferycznych odwołano ostatnio w Sochi niemal wszystkie inne zaplanowane konkurencje.

PS Drodzy Polacy, nie martwcie się, w naszym kraju też można pocurlingować, mamy własny tor w miejscowości Pawłowice (jeśli kiedykolwiek będę w okolicy na pewno się tam wybiorę i zdam relację!)


niedziela, 9 lutego 2014

Przeżyjmy to jeszcze raz.

Dokładnie tydzień temu całe Stany Zjednoczone żyły jednym wydarzeniem. Super Bowl to największe nieoficjalne święto narodowe, dorównujące swym rozmachem Thanksgiving. Mistrzostwa futbolu amerykańskiego odbywają się zawsze w niedzielę, dlatego dzień ten nazywany jest także Super Bowl Sunday albo po prostu- Super Sunday. Na mecz czeka dosłownie cały naród, o czym najlepiej świadczy rekord oglądalności, który padł w 2011 r. Przed telewizorami zasiadło wtedy 111 mln ludzi. To nie ściema, moi mili. Żelazny dowód gorączki futbolowej poniżej.



Stany Zjednoczone
Dla wyjaśnienia: statystyki dotyczą wizyt w serwisach porno z dwóch miast, które w tym roku (2014) walczyły ze sobą. Drużyny Denver Broncos vs. Seattle Seahawks. Jak się domyślacie, Seattle wygrało ;)

W tym roku po raz pierwszy oglądałam Super Bowl, przyznaję bez bicia. Jednak w obliczu zbliżającego się meczu, postanowiłam pokonać własną ignorancję i dowiedzieć się co nieco na temat samego futbolu. Nie mam zamiaru przytaczać historii ewolucji piłki nożnej w futbol, ani kosmicznie pokręconych zasad gry. Zostawmy do specjalistom (zwłaszcza temu pierwszemu : >).

Piłka jest jedna, bramki są dwie. Na boisku po 11 zawodników, dwie drużyny. Cel gry: zdobycie jak największej liczby punktów. Główna wygrana: trofeum im. Vince'a Lombardi ( Czemu akurat jego? Był to trener pierwszego zespołu który wygrał w Super Bowl-Green Bay Packers, trolololo). Alternatywny tytuł do uzyskania to MVP (Most Valuable Player), dla najlepiej grającego kolesia. W tym roku był to Malcolm Smith z drużyny Seattle.

Stany Zjednoczone

Sama atmosfera meczu zupełnie nie przypomina tej, która towarzyszy piłce nożnej ( o, ja znawca, myślałby kto). Przewidywania co do wyniku  i sami zawodnicy dostali dokładnie tyle samo uwagi co:

a) Bruno Mars i Red Hot Chilli Peppers, czyli artyści, którzy wystąpili w tym roku.Każdy koncert zwyczajowo trwa zaledwie kilka minut, a i tak kupuje na niego bilety mnóstwo ludzi, a zaproszone gwiazdy sikają ze szczęścia w gacie. Dodatkową atrakcją jest zapewne to, że śpiewają bezpośrednio na murawie. Ot, przerwa, szybkie zejście zawodników, wniesienie sceny. Show must go on. Pojawiły się oczywiście kontrowersje związane z dziwnym zestawieniem tegorocznych zespołów, aczkolwiek moim zdaniem Bruno świetnie dał radę. Od 7 dni jestem w nim tak zakochana, że rozważam nadanie jego imienia swojemu pierworodnemu.




b) Dużo mówiło się o pogodzie. "To takie Polskie"!- można krzyknąć. Prawda jest jednak taka, że zawodnikom w kusych spodenkach nieprzyjemnie biegałoby się w śniegu. Śniegu jednak nie było, choć i o to można było się...
c) ...założyć. Przyjmowano mnóstwo ciekawych zakładów. Oprócz tradycyjnego obstawiania wyniku meczu, można było na przykład założyć się o to, który zespół rozegra jako pierwszy, którego trenera telewizja pokaże zaraz po rozpoczęciu meczu oraz o to, czy Renee Fleming będzie śpiewać hymn w rękawiczkach, czy bez.





Jak widać- bez. Niektórzy, jak pan Floyd Mayweather Jr. trochę za bardzo zaufali swojej intuicji. Przegrał on w zakładach 10 mln $, stawiając na wygraną Denver  Broncos. Tu ciekawostka: dowiedziałam się, że zakłady sportowe to dobra lokata pieniędzy. Jeśli uda nam się wygrać wystarczająco dużo, a nie będziemy chcieli wyciągać od razu pieniędzy ( wysoki podatek od wygranej), mogą stać się one zabezpieczeniem na życie. Żadna skarbówka nie zwęszy małej fortunki, która będzie leżeć i  bezpiecznie na nas czekać na koncie. Człowiek uczy się przez całe życie.

d) Ostatnią sprawą, której zawsze poświęca się uwagę, są reklamy. Gra sama w sobie jest mało dynamiczna, i ciągle są jakieś przerwy, dlatego biznes kręci się w przerwach poświęconych wyświetlaniu reklam. Są one tak drogie, jak tylko można sobie wyobrazić, co bardzo opłaca się telewizji, która transmituje mecz. Oglądałam zestaw reklam z kilku wcześniejszych lat ( są dostępne na yt) i muszę przyznać, że w tym roku były wyjątkowo słabe.



Do obejrzenia w wyjątkowo nudnej, wolnej chwili. Dubi dubi dubi -_-

Super Bowl jest tak komercyjne i tak amerykańskie, że faktycznie można dać się zaczarować. Entuzjaści- specjaliści będą emocjonować się tragicznymi zwrotami akcji, laicy- amatorzy pooglądają niezłe show i reklamy. Pragnę jednak ostudzić emocje tychże  laików, którzy w zachwycie i nagłym porywie serca postanowią zakupić bilet na kolejne rozgrywki. Ceny zaczynają się od 300 tys. $.

Numer konta, na który można dokonać szczodrej  wpłaty to...

trzymajcie się ciepło, bo idzie wiosna

Bajo!

ps1 : a, nie zdradziłam wyniku meczu: 43:8.
auć dla Denver.






niedziela, 2 lutego 2014

Come out, Phil!

Każdy naród ma swojego (ś)wiszcza. W Stanach całkiem dosłownie- ich świszcz, alias świstak to sympatyczne zwierzątko o imieniu Phil, zamieszkujące tereny Punxsutawney PA i zajmujące się dorocznym przepowiadaniem pogody. Dzień świstaka obchodzony jest zarówno w Kanadzie jak i w USA od niepamiętnych czasów. Oczywiście drugiego lutego.
Robota świstaka polega na wyjściu z norki po długim zimowym śnie, aby następnie :
a) zauważyć swój cień i schować się z powrotem
b) nie dostrzec cienia, stanąć w osłupieniu, gapić się na tłumy otaczające norkę i jak frajer dać się złapać.

W praktyce opcja a jest możliwa tylko wtedy kiedy dzień jest słoneczny. Guess what, mogliby tam postawić dowolną rzecz która daje cień. Dowolne 99,999% rzeczy daje cień. Nie żebym insynuowała o zasadności cienia Phila oczywiście.

Jak robi świstak


Na zdjęciu widać tegoroczną gwiazdę sztuki meteorologii , otoczoną elegancko ubranymi panami z tzw. Inner Cycle świstaka. Zwykły śmiertelnik nie może go dotknąć, nie tylko ze względu na brak melonika. Aby dostąpić zaszczytu wyciągania świstaka z norki, należy UWAGA należeć do Klubu Świstaka. (Jeśli chcecie się zapisać/ dostać autograf/ przeprowadzić wywiad zapraszam na tę stronę:  http://www.groundhog.org/). Phil przyjmuje w swoim gabinecie od poniedziałku do piątku, w godzinach od 8:00 do 15:00


Gobblers Knob

A TERAZ SERIO: ten zwierzak ma ogrzewaną elektrycznie norkę. Serio serio.  Nieważne ile razy się pomyli (od 1988 r. podobno 15. Przeliczmy. To daje jakieś 10 trafień. Poważnie. Za to płacą jego rachunki za prąd ?? ) Jest gwiazdą mediów tylko dlatego że raz na rok da się wyciągnąć przez te drzwi.  Co źle zrobiłam w swoim życiu? 

Globbers Knobb

Teraz już naprawdę dosyć żartów. Co roku świstak ma możliwość wypowiedzenia się i robi to najczęściej rymami częstochowskimi, do przepowiedni dorzucając radę ekstra dla narodu amerykańskiego. Tyle się naczekali to niech mają. Tegoroczny wierszyk świstaka, tłumaczony bezpośrednio ze świstakowego (?) przez prezesa Groundhog Club na angielski brzmiał:

"A Super Bowl winner I will not predict,
but my weather forecast you cannot contradict.
Why that's not a football but my shadow I see,
It's six more weeks of winter it must be!"
Żadnych konkretów drodzy fani futbolu amerykańskiego. Wybaczcie. Mimo wszystko wielki szacun dla Phila że przynajmniej siedzi w wiadomościach sportowych i nie przeoczył  daty wielkich mistrzostw. Anyway, skoro zima i tak potrwa, to zainwestujcie przynajmniej w ciepłe gatki ;)

Pomijając wszelkie inne ceregiele, uściski, kwiaty i całusy, chciałabym wspomnieć o paru fajnych akcjach Phila.

  • W czasie prohibicji (1920-1933 ) zagroził przedłużeniem zimy do 60 tygodni, jeśli natychmiast nie pozwolą mu się napić. (to ci żartowniś)
  • W 1981 wyszedł ubrany w żółtą tasiemkę aby uhonorować zakładników amerykańskich przetrzymywanych przez Iran.
  • W 1986  dostąpił zaszczytu audiencji u prezydenta Reagana ( tak bardzo chciałabym znaleźć ich wspólne zdjęcie <333 )
  • Miał także mały epizod w Oprah Winfrey Show 
Ponadto na jego cześć nakręcono film. "Dzień świstaka" z Billem Murrayem i Andie McDowell nie jest może kasową produkcją, aczkolwiek można się na nią natknąć w leniwy sobotni ranek w TVP 2. Po premierze filmu zobaczyć Phila przyjechało 300 000 ludzi. Oby tyle czytało kiedyś mojego bloga

ps1 : jeśli zastanawiacie się jak to możliwe, żeby jeden świstak żył prawie 100 lat- odpowiadam: to nie ten sam, podmieniają je. Ludzie i tak nie widzą różnicy. Świstaki żyją średnio 15-18 lat. W niewoli do 20 (a już zwłaszcza jeśli znajdują się pod opieką państwa, które płaci za ich rachunki)

ps2 : Phil to nie jedyny świstak w Stanach Zjednoczonych. Jest najbardziej sławny, ale każdy stan ma własnego, któremu nadaje imiona, podgrzewa norkę i budzi ze snu drugiego lutego.

ps3 : wspominałam o Super Bowl. Będę oglądać dzisiaj po raz pierwszy, ale zagwarantowałam sobie towarzystwo specjalistów entuzjastów, dlatego mam nadzieję że post z tego wydarzenia będzie dość merytoryczny. W razie co odsyłam na stronę http://nfl24.pl/ , gdzie relacja prowadzona w miarę na żywo. Redaktorom można zaufać, bo siedzą w futbolu amerykańskim po uszy. Zazdro milion, większość nazw klubów nic mi nie mówi. Wszystko jednak do nauczenia, a dziś lekcja numer 1.

Bajo!